Slider

SZKOLNY PROJEKT MISYJNY – GHANA 2017


Wcześnie zaczynamy dzisiejszy dzień. Wstajemy zaspani o godzinie 5.40. Natomiast już o 5.50 opuszczamy miejsce naszego zamieszkania. Idziemy szybkim krokiem wraz z księdzem Jerzym piaszczystym poboczem drogi i nawet o tak wczesnej porze widzimy dużo ludzi uprawiających sport. Po ponad 20 minutach zbliżamy się do celu naszej wędrówki, jest to klasztor sióstr Miłosierdzia Bożego. Wchodzimy tam wraz z ks. Piotrem który do nas dołączył. Przychodzimy tutaj ze względu na ogromną chęć uczestictwa we Mszy Świętej z siostrami. Po wejściu na teren klasztoru od razu widzimy ogromny teren, w którym znajduje się kilka budynków koło, których dominuja kręte ścieżki oraz przepiękne kwiaty. Udajemy się do jednego z tych budynków, w którym odbywa się Msza Święta. Jest to mała kaplica przepełniona modlitwą i uczuciem pokoju w sercu. Zajmujemy miejsca z tyłu na lawce natomiast siostry siedzą na matach bądż na małych krzesełkach rozmieszczonych po całej kaplicy. Msza święta przebiega w pełnej ciszy oraz ogromnym skupieniu. Po zakończonej Eucharystii wychodzimy wszyscy przed budynek. Dopiero teraz mamy okazję przedstawić się siostrom, a one z wielką radością też nas witają. Odczuwamy niesamowite ciepło i radość ducha. Po chwili prosimy o wspólne pamiątkowe zdjęcie. Siostry z uśmiechami na twarzach wyrażają chęć i ustawiamy się wszyscy do zdjęcia. Następnie jedna z sióstr o imieniu Pascalet proponuje nam oprowadzenie po całym terenie. Z wielką chęcią i ekscytacja się zgadzamy. Na samym początku udajemy się do jednego z budynków. W pewnym momencie idąc korytarzem zatrzymujemy się przy zdjęciu. Widnieją na nim cztery siostry. Po przyglądaniu się nim, siostra Pascalet tłumaczy, dlaczego tutaj się znajdują. Dowiadujemy się, że zginęły jako męczennice za wiarę w 1999 roku podczas wojny domowej w Srierra Leone. Następnie udajemy się do pokoju, w którym jest koło 30 łóżeczek jak i tyle samo dzieci. Niektóre z nich śpią, a inne się bawią. Patrzymy się na nie ze wspólczuciem ze względu na to, że są one albo porzucone, albo chore. Najczęściej dzieci te chorują na hiv bądź aids. Z każdym się witamy i chwilkę bawimy. Następnie idziemy obok do pokoju, w którym są starsze kobiety. Są one cieżko chore, niektóre nawet nie mogą się ruszyć z łóżka, a inne zostały porzucone i trafiły tutaj. Siostra Pascalet opowiada nam także, że przygarniają wszystkich z ulicy. Nie liczy się wtedy kolor skóry, pochodzenie ani stan zdrowia. Na sam koniec udajemy się do małej szkoły również na tym terenie, w której odbywają się lekcje krawiectwa dla dziewczyn. Po oprowadzeniu żegnamy się z siostrą i wracamy samochodem z księdzem Piotrem na długo wyczekiwane śniadanie. Wchodzimy do naszego miejsca zamieszkania o 8.30 i wyciągamy z lodówki wszystkie istotne produkty bez, których nie może się obyć bez śniadania. Najważniajsza jest tabletka na malarie. Jest ona nieodłącznym elementem każdnego naszego porannego posiłku. Staramy się popijać ją mlekiem ze względu na lepszą wchłanialność. Należy mieć świadomość, że ponad 500 tys osób umiera co roku na malarie, a 90% przypadków występuje właśnie w Afryce. Około 9.00 jesteśmy najedzeni, ale zmęczeni. Każdy odczuwa mała ilość snu, dlatego udajemy się na dwudziesto minutowa drzemkę. Około godziny 10.00 zregenerowani opuszczamy nasze miejsce zamieszkania po to żeby udać się do parafi w celu kontynuacji malowania. W ciągu dwudziestu paru minut dochodzimy na miejsce. Wyciągamy z kontenera farby, pędzle i inne rzeczy potrzebne do malowania. Każdy bierze się do pracy. Dzięki temu, że jest nas aż siedmioro praca mija w szybkim tempie. Podczas pierwszych godzin nie czujemy uplywającego czasu. Muzyka idealnie temu sprzyja. Skupiamy się na malowaniu, na precyzji i zapominamy o wszystkich innych rzeczach. Okolo godziny 14.00 robimy sobie przerwę na mały obiad. Ujrzenie gorących plantain sprawia, że każdemu wzrasta apetyt. W błyskawicznym tempie wszystkie znikają co sprawia, że od razu zdobywamy więcej siły na kolejne godziny malowania. Następne godziny nie mijają szybko, jednakże przebywanie w swoim towarzystwie i razem podczas malowania dzięki rozmowom sprawią, że czas nam się nie dłuży. Także wtedy gdy ktoś nie ma uż siły bądz potrzebuje pomocy może liczyć nawsparcie drugiego. Po zakończej pracy o godzi. 18.00 udajemy się do miejsca naszego zamieszkania. Naszczęście ksiądz Piotr odwozi nas, za co jesteśmy mu ogromnie wdzięczni. Po przybyciu Monika z Adamem przygotowują kolacje – spaghetti. Po całym dniu pracy doceniamy domowej roboty posiłek i jemy powoli delektując się każdym kęsem. Od razu po posiłku jest wieczorna modlitwa, co prawda jest dopiero 21.00 natomiast jutro czeka nas kolejny bardzo instensywny dzień pełen wrażeń. Wycieczką do Cape Cost i Kakum. Olga