Slider

SZKOLNY PROJEKT MISYJNY – GHANA 2017


Wtorek. Pobudka. O 8:40 śniadanie, z resztą naszego teamu umówieni jesteśmy na 9:30. Wszyscy gotowi na czas czekamy na auto, żeby pojechać do stolicy Ghany- Accry. Zniecierpliwieni wychodzimy na dwór i wypatrujemy samochodu, którego przez najbliższe 3 godziny nie widać. Zaczynamy myśleć, że o nas zapomnieli. Część z nas relaksuje się na kanapach w salonie, reszta spędza czas na zewnątrz z dziećmi ucząc się nazw części ciała w języku Twi. Nagle podjeżdża biały bus. W środku siedzi Robert i Benedict z Ghany oraz Angela i Andrea z Włoch. Doczekaliśmy się. Po 4 minutach siedzimy już w samochodzie i słuchamy Roberta, który opowiada nam o dzisiejszych planach. Pierwszym punktem programu jest lunch. Z uśmiechami na twarzach wyruszamy. Na początku podróży zaskakuje nas dzielnica Zongo. Dzielnica, w której większość to muzułmanie. Najbiedniejsze z miejsc, które do tej pory widzieliśmy. Ta ziemia nie jest ich własnością. W każdej chwili może przyjechać deweloper i zniszczyć wszystko, co sobie do tej pory zbudowali. Z tego powodu nie przywiązują wagi do miejsca swojego zamieszkania. Droga przez tę dzielnicę okazuje się dla nas skrótem, aby dotrzeć do autostrady, która została otwarta w 1964 roku. Ma ona 30 km długości i łączy duże miasto portowe – Temę ze stolicą Ghany- Accrą. Autostrada ta jest płatna. Przy wjeździe płacimy 1 GC, czyli około 0,8 PLN. Po 40 minutach wjeżdżamy na parking restauracji o nazwie Papaye. Dostajemy menu do samochodu i na jego podstawie podejmujemy decyzję czy zostajemy tutaj na nasz lunch. Po upływie kilku minut wysiadamy z pojazdu i wchodzimy do restauracji. Zajmujemy miejsca przy stolikach i po chwili wszyscy zamawiamy swoje posiłki. Godzinę później siedzimy znowu w aucie i ruszamy w stronę centrum. Po lewej stronie mamy Plac Odzyskania Niepodległości (Independance Square). Na placu odbywa się jakiś chrześcijański meeting. Cały plac zapełniony ludźmi, nawet nie ma możliwości wejścia. Chwilę później mijamy Stadion i Teatr Narodowy. Nie wysiadamy z samochodu, bo nie ma na to czasu. Szybkie zwiedzanie zza szyby dwunastoosobowego busa. Po prawej stronie widzimy przepiękny Pałac Prezydencki, zaraz obok Ambasadę Francji i szpital wojskowy. 6 minut później przejeżdżamy obok budynku Parlamentu i Sądu. Kolejnymi miejscami, które zauważamy jest duży cmentarz, budynek Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz Ministerstwa Obrony Narodowej. To jest ostatni punkt naszego planu zwiedzania. Jednak po naszych prośbach 10 minut później zatrzymujemy się przy centrum handlowym, w którym wchodzimy do supermarketu, kupujemy kilka bochenków chleba i owoce. Rozpoczynamy drogę powrotną. Na poboczu autostrady zauważamy ogromną reklamę kosmetyków wybielających skórę dla kobiet. W Europie mamy kompleks białej skóry i kupujemy samoopalacze. Robimy wszystko, aby odcień naszej skóry był ciemniejszy. Natomiast ludzie mieszkający w Afryce, a zwłaszcza kobiety, pragną wybielać swoją skórę. Zawsze lepiej tam, gdzie nas nie ma. Znów przejeżdżamy przez dzielnicę Zongo. Dochodzi godzina 18.00. Słońce zachodzi, robi się ciemno. W domkach zapalają się pojedyncze światełka i po drodze dostrzegamy kilka krawcowych, dwa, a może trzy gabinety fryzjerskie. W jednym z nich widzimy coś, co nas bardzo zadziwia. Fryzjer przykłada zapaloną długą zapałkę do głowy swojej klientki. Dowiadujemy się, że jest to niezbędne do przedłużania włosów przy pomocy warkoczyków. W jednym z budynków stoi spora grupa mężczyzn modlących się w stronę Mekki. Kilkanaście metrów dalej kobiety z dziećmi szykowały się do modlitwy. Wyjeżdżamy z muzułmańskiej dzielnicy. W końcu dojeżdżamy pod nasz dom, żegnamy Ghańczyków i Włochów i zaczynamy przygotowywać kolację. Jemy ryż z marchewką. Sprzątamy po posiłku i słyszymy pukanie do drzwi. Wchodzi ksiądz Piotr. Zaraz za nim pojawia się Sylvanus. Odmawiamy wszyscy razem różaniec po angielsku i podsumowujemy cały dzień. Robimy 20 minut przerwy i w tym czasie rozmawiamy. Włączamy film i razem go oglądamy. Mija 40 minut i ksiądz Piotr oraz Sylvanus żegnają się z nami. Koniec filmu. Jutro śniadanie o podobnej porze, więc czas pójść spać. Nie możemy doczekać się wrażeń kolejnych dni.

Monika